Do celu skutecznie i z pasją - Rozmowa z Katarzyną Kowalską, coachem, trenerką, konsultantką

Czym zajmuje się coach - partner w rozwoju ?

Dla mnie profesjonalny partner w rozwoju jest połączeniem prawdziwego przyjaciela, któremu można powiedzieć o wszystkim, nauczyciela duchowego i inspiratora. Płacimy mu, więc jest to relacja zawodowa, a nie prywatna, ale stanowi to duży plus. Spotykania odbywają się w regularnych odstępach i w ich czasie coach jest całkowicie skoncentrowany na kliencie. Pomaga mu znaleźć właściwe rozwiązania. Czasem pełni funkcję czysto szkoleniową, innym razem jest trochę konsultantem. Dobry coach powinien być również wymagającym trenerem, który dopilnuje, by klient dał z siebie jak najwięcej.

Pilnuje, by nie zabrakło mu motywacji?

Rozwój wymaga poświęceń. Polega na przekraczaniu własnych ograniczeń. Jest możliwy tylko wtedy, kiedy przekraczamy swoją sferę komfortu. Jeśli poruszmy się tylko w jej obrębie, nie rozwijamy się. To często wiąże się ze zniechęceniem, ze strachem. Rola coacha polega na tym, żeby te wszystkie zmiany były adekwatne do możliwości i zasobów, którymi klient dysponuje tu i teraz. Sami bardzo często nie potrafimy tego zrobić. Rzucamy się na zbyt wielkie cele i wtedy przychodzi zniechęcenie, wycofujemy się z niekomfortowej sytuacji, albo dajemy sobie cele zbyt mało ambitne, które nas nie motywują.

Czym różni się to od psychoterapii?

Do terapeuty klient przychodzi, żeby się wygadać, wypłakać, dać upust swoim emocjom czy znaleźć ukojenie w bólu psychicznym. My się tym nie zajmujemy. To nie znaczy, że nie pracujemy z emocjami, z lękiem, z poczuciem własnej wartości czy radzeniem sobie ze stresem. Różnica polega na tym, że coaching koncentruje się na tu i teraz – teraźniejszości i przyszłości. Przeszłość pozostawiamy za sobą, a co najwyżej sięgamy do niej po to, by wyciągnąć z niej pozytywne doświadczenia. Jeżeli człowiek musi radzić sobie z brakiem motywacji, inspiracji, wypaleniem zawodowym, nie chce mu się, jest bliski załamania czy depresji, to wtedy dobrze jest przypomnieć takiej osobie, co udało jej się do tej pory osiągnąć. Ale jeżeli pojawiają się jakieś bardzo poważne stany, jeśli klient płacze przez całą sesję, odczuwa silny ból psychiczny, to byłabym nie fair wobec niego próbując realizować coaching. Wówczas sugeruję kontakt z psychoterapeutą.

A ile wspólnego coach ma z guru?

Nie mam nic przeciwko różnym guru ale wolę zostawić ich w spokoju i raczej w Indiach, aniżeli porównywać do profesji coacha. Coach jest raczej rodzajem nauczyciela duchowego – inspiruje i prowadzi. W tej pracy bardzo ważne jest rozwijanie takich cech jak współczucie, empatia, tolerancja, nawet umiejętność wybaczania i wdzięczności. To są wartości duchowe bardzo potrzebne również w życiu zawodowym: kiedy mamy złe relacje ze współpracownikami, z szefem, nie umiemy się odnaleźć, współdziałać z innymi ludźmi, wybaczać, tolerować innych takimi, jacy są, to współpraca nie będzie się układała. Poza tym jeżeli nie kładziemy nacisku przede wszystkim na rozwój siebie, to bez względu na to, jaką strategię w relacjach zawodowych wybierzemy, nie będzie ona działać na dłużej. Moja filozofia życiowa jest taka, żeby każdego dnia wieczorem, móc spojrzeć w lustro i powiedzieć: „Lubię Cię – jesteś ok.”. Do tego staram się inspirować również moich klientów.

Jakie cechy musi posiadać osoba wykonująca ten zawód?

Przede wszystkim coach musi być skoncentrowany na swoim rozmówcy. Ludzie przychodzą do mnie na sesje i bardzo często zaczynają bardzo dużo mówić. Muszę wyławiać z tego kwintesencję: jakie mają przekonania, poczucie odpowiedzialności za własne życie, za pracę, za relacje. Na tej podstawie zadaję pytania i za ich pośrednictwem ukierunkowuję naszą rozmowę na właściwe tory. Przede wszystkim jednak potrzebna jest szczerość, uczciwość i otwartość. Jeżeli przychodzi do mnie ktoś, kto ma bardzo duży cel, wydawałoby się nierealny, to ja tego celu nie oceniam. Wchodzę w relację, poświęcam klientowi całą swoją uwagę i tak go prowadzę, by swój cel osiągnął. Jeżeli uda nam się go zrealizować w ciągu jednej sesji, to nie ciągnę spotkań na siłę, tylko po to żeby zarabiać. Jeśli się nie uda, to pracujemy na kolejnych spotkaniach. Może być jednak i tak, że za dwa tygodnie temat będzie zupełnie inny.

Wszechświat sprzyja, kiedy już wiemy, czego chcemy.

W jakich sytuacjach przydaje się coach?

Ludzie zwracają się o pomoc do coachów, kiedy szukają dla siebie rozwiązań na przyszłość, przede wszystkim w kwestii rozwoju własnej kariery zawodowej, a także gdy potrzebują motywacji do działania w trudnej sytuacji życiowej, w okresie wypalenia zawodowego, zagrożenia zwolnieniem z pracy itp. Idealnie byłoby, gdyby każdy człowiek na pewnym etapie swojego życia miał takiego coacha. Zresztą chyba wszyscy kiedyś mieliśmy kogoś podobnego, kogoś kto odegrał znaczącą rolę w kształtowaniu naszej osobowości i planów życiowych – nauczycieli, trenerów, mądrych sąsiadów, czy też inne autorytety.

Z czym mamy największe problemy?

Na pewno trudność sprawia precyzowanie celów. Zastosowanie ma tutaj m.in. zasada SMART wykorzystywana często w biznesie. Cele muszą być skonkretyzowane, mierzalne, akceptowalne i osiągalne, czyli odpowiednie dla danej osoby, realne i określone w czasie. Ja jeszcze dodaję tutaj regułę z NLP (programowania neurolingwistycznego), która dotyczy tzw. ekologii celów, zgodnie z nią cele powinny uwzględniać środowisko, otoczenie, by nie spowodowały nagłej rewolucji w życiu prywatnym i zawodowym. Jeżeli np. mój klient pragnie sam wyjechać na rok do Afryki, sprawdzam jak ta decyzja wpłynie na jego najbliższych, współpracowników, klientów itd.. Pytanie: „Czego naprawdę pragniesz?” jest bardzo trudne. Ludzie nie potrafią sobie na nie odpowiedzieć. A nawet jeśli zaczynają o czymś opowiadać, nie ma w tym często energii, uczucia, ekscytacji. Wydaje im się, że czegoś chcą, ale okazuje się, że to jest cel kogoś innego: niespełnione marzenia taty i mamy, sąsiada, który ma piękny dom, więc wydaje im się, że oni też dokładnie tego chcą. Może się komuś np. wydawać, że chce pełnej rodziny i trójki dzieci, a może się okazać, że najbardziej będzie się spełniać żyjąc przez jakiś czas samotnie i podróżując po świecie. Ludzie bardzo często nie osiągają sukcesów nie dlatego, że są źli, niezdolni, nie tacy jak trzeba. Wszyscy są tacy jak trzeba! Tylko bez wiedzy, czego chcę, jakie mają talenty i pasje, nie potrafią siebie umiejscowić. Idą na ślepo. Coach pomaga to zweryfikować. I nie opiera się tutaj na stereotypach, ale na indywidualnym systemie wartości klienta, zupełnie odrębnym od tego, który mają znajomi i rodzina.

A co się dzieje później?

Coaching ma swoją strukturę. Na początku skupiamy się na budowaniu relacji, poczucia zaufania między coachem a klientem. Potem ustalamy cel. W każdej sesji jest też część eksperymentalna, stosuję wtedy techniki pozwalające, na znalezienie najlepszych rozwiązań lub poradzenie sobie z jakimś problemem czy słabością. Potem jest domknięcie sesji, ustalenie indywidualnego planu działania. Klient zobowiązuje się w nim do wykonania konkretnych działań, jakie zbliżą go do realizacji celu. To mogą być maleńkie kroczki, ale powodują ruch. Kończymy pytaniem, co było najbardziej wartościowe podczas sesji. To jest też nauka doceniania tego, co mamy, zauważenia tego, co zrobiliśmy, wdzięczności. Minął krótki czas, a udało mi się tyle zauważyć, zrobić, zmienić. Bardzo często nie doceniamy w życiu tego, co mamy: że jesteśmy zdrowi, mamy talenty, umiejętności, osiągnięcia – mamy wiele powodów, żeby czuć się szczęśliwi. W tej sytuacji możemy je zauważyć, a dzięki temu podnieść samoocenę i motywację do działania.

Czy kontakt z coachem często powoduje jakieś przełomowe zmiany w życiu?

Ja nie jestem zwolennikiem rewolucji. Nawet jeśli człowiek coś ważnego odkryje, np. że nie ma już sił, by więcej dawać z siebie, czuje się cały czas wykorzystywany lub zaniedbywany w jakiejś relacji i chce to zmienić, staram się, żeby to nie była zmiana rewolucyjna. Czasami przełomy są potrzebne, tylko warto być do nich przygotowanym. Trzeba mieć świadomość konsekwencji swoich wyborów i świadomie podjąć decyzję.

Wielu ludzi żyje w ślepych torach: niezadowolenia z pracy, związku, swojego sposobu życia i dusi się w tym… Czy zmiana jest możliwa w każdym momencie?

Zmiana jest możliwa zawsze, jednak im prędzej tym lepiej. Zaczynajmy wtedy, kiedy możemy coś zmienić, a nie kiedy musimy. Bo kiedy muszę: zachorowałam, straciłam pracę, odszedł ode mnie mąż, to wtedy praca nad sobą będzie dużo trudniejsza. Będzie się trzeba przekopać przez bardzo wiele emocji. Najważniejszym celem jest złapanie równowagi. Ludzie poruszają się między dwoma biegunami pozytywnych i negatywnych emocji. W skrajnych przypadkach, niestety często w korporacjach, kiedy są bardzo zapracowani, stają się znieczuleni na sygnały, jakie wysyła ciało i psychika, ratują się tabletkami, coraz silniejszymi używkami. Ale to droga donikąd. Coraz częściej słyszymy o tragicznych skutkach takiego trybu życia. Trudności się pojawiają, to normalne, ale kiedy tak się dzieje, trzeba dążyć do tego, żeby sinusoida naszych emocji miała jak najmniejszą amplitudę.

Jak to osiągnąć?

Poprzez pracę nad sobą. Osobiście całościowo podchodzę do życia: dbam o ciało i umysł, a także o zdrowie emocji i ducha. Tymczasem ludzie są notorycznie przemęczeni i nie dostrzegają idących za tym problemów. A wszystkie te symptomy są naszymi przyjaciółmi: zniechęcenie, niepokoje wewnętrzne mówią nam, żeby się zatrzymać, zobaczyć to, że nie idziemy właściwą drogą. Pierwszym krokiem do naprawy sytuacji jest spokój. Trzeba się zatrzymać i zaakceptować tu i teraz. Boisz się, ze stracisz pracę? W porządku - masz prawo. Potraktujmy to jako punkt wyjścia. Pogodzenie się z tą sytuacją daje ogromne poczucie ulgi.

Inna koncepcja, na której opieram swoje życie i pracę, to jest holistyczna tożsamość człowieka. Według niej człowiek jest jak dom o czterech pokojach: jest pokój ciała, umysłu, pokój emocji i ducha. Pierwszy poziom jest fizjologiczny. Jeśli jestem notorycznie przemęczona, źle się odżywiam, nie dosypiam, brak mi równowagi psychofizycznej, to muszę zacząć zmiany w tym obszarze. Nawet jeśli zdaję sobie z tego sprawę, często sama nie potrafię tego skutecznie zrobić. Wtedy właśnie przydaje się coach. Udzieli wsparcia, pomoże w ustaleniu właściwych etapów zmian i planu działania. Jako coach pomagam doskonalić każdą sferę życia klienta, pracujemy nad kondycją fizyczną, samopoczuciem, postawą życiową, sposobem myślenia, przekonaniami. W coachingu zawsze klient jest decydentem, to on wybiera nad czym chce pracować, co poprawić, co zmienić. Uważam jednak, że w przypadku braku poczucia bezpieczeństwa fizjologicznego, np. w wyniku utraty pracy najważniejsze jest skupić się na tym, aby jak najszybciej znaleźć nowe źródło dochodów, żeby było za co kupić jedzenie i zapłacić rachunki. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak ważną rolę odgrywają w naszym życiu przekonania, które mogą nam ułatwić lub skutecznie utrudnić osiąganie ważnych celów. Jeżeli wierzę, że nie nadaję się do czegoś, to najprawdopodobniej nigdy nawet nie sprawdzę czy tak jest w rzeczywistości. Będzie to rzutowało na to, co o sobie myślę, jak się czuję i zachowuję.

Ale przecież nie na wszystko możemy wpłynąć.

Oczywiście, nie wszystko w życiu od nas zależy, są inni ludzie, są też przypadki losowe. Jeżeli ktoś ustala cele, na które nie ma wpływu, to nie są one dla niego właściwe. Co z tego, że chce być dyrektorem w Pepsico za 10 lat. Tak postawiony cel może być jakąś ogólną wizją, marzeniem, fantazją. Najważniejsze są jednak motywy, wartości, jakie za tą wizją stoją. Ludzie bez silnej wiary i motywacji poddają się przy pierwszej trudności. Cele wyznaczamy mając na uwadze sytuację obecną i zastanawiając się co dzisiaj mogę zrobić, żeby zbliżyć się do ich realizacji. Co potrzebuję zrobić, żeby je osiągnąć? Jakie są wymagania na tym stanowisku. Co muszę zrobić, czego się nauczyć, jakich języków, umiejętności? W ten sposób precyzujemy cele, które są realne, w zasięgu wpływu klienta.

To może oznaczać, że jeszcze przez kilka lat trzeba się przemęczyć?

Tak, nikt nie twierdzi, że to będzie łatwe. Ostatnio przeczytałam dwie ciekawe książki: „Poza schematem” i „Talent jest przeceniany”. Wynika z nich jasno, że nawet najwięksi geniusze musieli poświęcić przynajmniej 10 lat, a dokładnie 10 tys. godzin na doskonalenie się w danej dziedzinie. Nawet Beethoven czy Mozart. Tylko oni bardzo wcześnie zaczynali. To jest ciężka praca i trzeba mieć w sobie pasję. Jeśli chcę być tym dyrektorem, to muszę mieć w sobie wystarczająco dużo energii, pasji, samozaparcia i pewnie jeszcze paru innych ważnych rzeczy. Po drodze będą przeszkody i zniechęcenia, pojawią się ludzie, którzy nie koniecznie będą nam sprzyjać. Trzeba więc mieć lub wykształcić w sobie chociaż trochę z amerykańskiego podejścia: wierzę w siebie, to jest dla mnie realne, osiągalne, uda mi się!

Rozmawiała: Anna Kontek

 

Katarzyna Kowalska /PARTNER w ROZWOJU/

Coach + Trener + Konsultant z kilkunastoletnim doświadczeniem pracy w korporacjach, w tym, jako dyrektor personalny, członek zarządu. Od 2000 roku specjalizuje się w zarządzaniu i rozwoju personelu. Jest absolwentką Akademii Ekonomicznej w Katowicach, ukończyła studia podyplomowe z zarządzania personelem, szkołę controllingu i akredytowaną przez International Coaching Federation (ICF) szkołę coachów Erickson College International. Prowadzi w Katowicach własne Centrum Efektywności PEŁNIA (www.pelnia.com).